LifeStyle

Dwa współczesne modele biznesowe służące wyłudzeniom

Kilka ładnych lat temu byłem pracownikiem centrum telefonicznego, odpowiadającego m.in. za umawianie potencjalnych klientów na pokazy firmy Philipak. Z punktu widzenia studenta, była to całkiem fajna praca. Elastyczny grafik, jak na pierwszą pracę płace też nie były najgorsze i system szkoleń, podczas których dowiadywałeś się, że Twoja praca przyczynia się do tego, że ludzie dzięki sprzedawanym na pokazach produktom żyją dłużej i zdrowiej. Oczywiście wszystko to była bzdura a sprzedaż opierała się na tym aby uzyskać jak największą prowizję za produkt wątpliwej jakości. Po kilku aferach związanych z działalnością m.in. mojego byłego pracodawcy społeczeństwo uwrażliwiło się na wszelkie tego typu sprzedaże pokazowe. Ja natomiast zacząłem się zaznajamiać z metodami manipulacji a ponieważ ostatnio środki, po które sięgają konsultanci telefoniczni i ich mentorzy stają się coraz bardziej wyrafinowane, chciałbym się podzielić z Wami na co warto uważać w ostatnich dniach przytaczając dwa przykłady.

1. “Dzwonię ponieważ chcemy w Państwa miejscowości otworzyć nowy sklep i potrzebujemy konsultacji z lokalną społecznością”

Każdy idealny model biznesowy prowadzący do osiągnięcia dużych zysków niewielkim nakładem pracy opiera się na luce, której jeszcze nikt nie wykorzystał. Luki mogą być psychiczne, społeczne lub biznesowe. O ile te ostatnie nie budzą żadnych kontrowersji i dotyczą oferowania produktu, którego na rynku jeszcze nie ma, o tyle już pierwsze dwie są potencjalnie niebezpieczne dla klienta.

Wykorzystuje je najnowsza z metod stosowanych przez firmy organizujące pokazy. Gdy jeszcze pracowałem w call center największym wyzwaniem jakie stało przed nami było namawianie do nich osób młodych. Większość z nich miała świadomość, że ta metoda sprzedażowa prowadzi do wyłudzeń i nie były ich w stanie przekonać darmowe zestawy kosmetyków czy też rozlosowany wśród uczestników robot kuchenny znikomej wartości. Okazuje się jednak, że mądre głowy w dziale Human Relation znalazły złoty grall, dzięki któremu nakłonią nie tylko ludzi młodych, ale także tych starszych do uczestnictwa w takich pokazach.

Pamiętam jak dużym wydarzeniem w mojej małej gminie było otwarcie sklepu Carrefour Express. Już na kilka tygodni przed tym wydarzeniem ludzie spekulowali co to będzie za sklep, co będzie można w nim kupić, jakie będą ceny. Podejrzewam, że w tak małych społecznościach jak moja działa to wszędzie tak samo. Zdaje się, że schemat ten został zauważony przez pracowników działów HR centrów telefonicznych, ponieważ całkiem niedawno otrzymałem telefon z wiadomością “Planujemy w pana miejscowości otworzyć nowy sklep z materiałami rehabilitacyjnymi, musimy tylko się zorientować czy jest na taki sklep zapotrzebowanie i chcieliśmy w związku z tym zaprosić Pana na konsultacje społeczne”. Ktoś kto napisał ten skrypt był geniuszem. Jestem pewien, że bardzo dużo osób mieszkających w małych miejscowościach złapie się na ten haczyk. Co więcej, jestem również w pełni przekonany, że w trakcie pokazu padnie sakramentalne stwierdzenie “to teraz proszę Państwa, abyśmy wiedzieli czy jest zapotrzebowanie na nasz sklep, chcemy Państwu zaoferować promocyjną cenę, 50% zniżki na nasze produkty. Pamiętajcie Państwo, że zniżka obowiązuje tylko dzisiaj i nie będzie dostępna w nowo otwartym sklepie. Jeśli ilość zamówień spełni nasze założenia, sklep zostanie w niedługim czasie przeniesiony do Państwa miejscowości.” Z punktu widzenia sprzedającego – genialne! Oczywiście żadne otwarcie sklepu nie jest planowane. Jest to bajka sprzedażowa, podobnie jak zniżka, po której zastosowaniu produkt sprzedawany jest powyżej dwukrotności swojej rzeczywistej wartości rynkowej.

Uważajcie na tego typu telefony i nie chodźcie na żadne pokazy, które nigdy nie będą służyły niczemu innemu jak wyciągnięciu z Waszych portfeli pieniędzy.

2. “Instytucja działająca na Państwa terenie otrzymała przedmioty na wyposażenie świetlicy, szukamy sponsora, który chciałby wygenerować sobie koszty na koniec roku”

Druga metoda skierowana jest w przedsiębiorców.

Profil klienta, którym jest przeciętny przedsiębiorca jest mniej więcej taki: człowiek zapracowany do granic możliwości, skupiający się na rentowności własnego biznesu, analizujący wszystko co związane z jego działalnością, posiadający budżet oraz wspierający raz na jakiś czas lokalne inicjatywy. Okazuje się, że znalazły się firmy, które w sprytny sposób to wykorzystują.

Zadzwoniła wczoraj do mnie pewna Pani przedstawiając się jako pracownik jednej z lokalnych instytucji. Poinformowała mnie, że instytucja ta otrzymała pulę przedmiotów, które posłużą jako wyposażenie świetlic oraz zapytała, czy nie chciałbym wygenerować sobie na koniec roku kosztów przez sfinansowanie tychże rzeczy. W tym momencie włączyła się moja czujność. Po pierwsze, nie kojarzyłem żeby Pani o tym imieniu pracowała w wymienionej instytucji. Po drugie kupowanie rzeczy, które są już dostarczone i z których wspomniana instytucja już korzysta też jakoś mi nie pasowało i po trzecie generowanie kosztów na koniec roku, które jest stąpaniem na granicy prawa podatkowego. Poprosiłem więc Panią o przesłanie szerszej informacji na maila. Z jego treści wynikało, że instytucja otrzymała jakieś zestawy kredek, kolorowanek i książek. Szacowana wartość wszystkich wymienionych rzeczy to na moje oko 300 – 400 zł. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że pod listą widnieje kwota 1450 zł opisana jako wartość przekazanych rzeczy. Wtedy zrozumiałem, że jest to kolejny bardzo sprytny sposób na uzyskanie bardzo dużego zysku przy niewielkim nakładzie pracy.

Jak to działa? Firma przekazuje instytucji przedmioty o bardzo niskiej wartości “za darmo”, szuka potem potencjalnych darczyńców dzwoniąc do lokalnych przedsiębiorców, którzy mają te rzeczy sfinansować w formie darowizny a jednocześnie mogą dzięki temu wygenerować koszty na koniec roku rozliczeniowego. Ponieważ idea jest słuszna, nikt w tym procederze nie zwraca uwagi na prowizję firmy, która przekazała przedmioty. A ta może być dowolna i sięgać kilkuset procent.

Nie dziwię się instytucjom, że zgadzają się na takie warunki. Tam tego też nikt nie analizuje, po prostu cieszą się, że otrzymują coś za darmo. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to ewidentne wyłudzenie, przez które nie straci firma zajmująca się tym procederem. Oni posługują się mailami w domenie publicznej a ich strona firmowa należy do jednorazówek więc mogą w każdej chwili zniknąć i pojawić się pod inną nazwą. Straci natomiast wizerunkowo instytucja, która nie podejmując żadnej analizy finansowej stała się mimowolnie bezpośrednim beneficjentem wyłudzenia.

Kontakt:

AndNow Projekt
Andrzej Nowak
a.nowak@andnow.pl
Tel. 798 133 904

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *